Kirasjerzy hetmana Szczanieckiego, znani w źródłach jako Compagnie des Cuirassiers de Szanecy, stanowili jedną z najbardziej niezwykłych i krótkotrwałych formacji kawaleryjskich w dziejach Rzeczypospolitej. Ich powstanie datuje się na lata bezpośrednio poprzedzające kampanię chocimską 1621 roku, gdy hetman mniejszy koronny Mikołaj Szczaniecki – postać dziś niemal zapomniana – postanowił stworzyć oddział zdolny przełamać impas pomiędzy tradycyjną husarią a kirasjerami zachodnimi.
Inspiracją dla Szczanieckiego były zarówno obserwacje wojsk cesarskich, jak i doświadczenia wyniesione z walk z Tatarami i Kozakami. Uznał on, że choć husaria pozostaje niezrównana w uderzeniu, jej skuteczność maleje w długotrwałym starciu, szczególnie przeciwko liczniejszym i bardziej elastycznym formacjom osmańskim. Nowa jednostka miała więc zachować impet ciężkiej jazdy, ale jednocześnie zyskać zdolność walki manewrowej i większą odporność na ostrzał.
Kirasjerzy Szczanieckiego nosili pełne zbroje płytowe 3/4 typu zachodniego, a także ciężkie hełmy typu sabaudzkiego (na ilustracji), często używane były jednak szyszaki. W odróżnieniu od husarii ich uzbrojenie główne stanowił pałasz oraz para pistoletów kołowych. Nie używali kopii, ale zamiast tego stosowali zwartą formację uderzeniową, w której pierwsze szeregi oddawały salwę z pistoletów tuż przed kontaktem, a następnie przechodziły do walki wręcz.
Pod Chocimiem odegrali rolę kluczową, choć nie do końca docenioną przez późniejszych kronikarzy. W trakcie jednej z najbardziej zaciętych faz, gdy wojska osmańskie próbowały przełamać linię polsko-litewską na odcinku obsadzonym przez piechotę, Szczaniecki wprowadził swoich kirasjerów do kontrataku. Zamiast klasycznej szarży, oddział ruszył w zwartej kolumnie, przełamując pierwsze szeregi janczarów nie impetem kopii, lecz ciężarem masy i siłą ognia. Salwa pistoletowa, oddana niemal z przyłożenia, wprowadziła chaos, a następnie doszło do brutalnej walki wręcz.
Relacje mówią, że Turcy byli zaskoczeni nie tyle samym atakiem, co jego charakterem – kirasjerzy nie rozpraszali się po uderzeniu, jak czyniła to często husaria, lecz utrzymywali zwartość, systematycznie spychając przeciwnika. Ich zbroje okazały się wyjątkowo odporne na cięcia szabel i częściowo chroniły nawet przed ogniem broni palnej z większego dystansu.
Mimo tych sukcesów jednostka istniała zaledwie około dziesięciu lat. Przyczyn było kilka. Przede wszystkim koszty – wyposażenie jednego kirasjera przewyższało koszt husarza, a utrzymanie koni zdolnych unieść ciężar zbroi było niezwykle wymagające. Ponadto konserwatywna część szlachty i dowództwa niechętnie patrzyła na odchodzenie od sprawdzonego modelu husarii, uznając eksperyment Szczanieckiego za zbędny.
Po śmierci hetmana formacja stopniowo uległa rozproszeniu. Część jej żołnierzy zasiliła oddziały husarskie, inni przeszli do wojsk cudzoziemskiego autoramentu. Ostatnie wzmianki o Cuirassarii Sczaniecciani pochodzą z lat 30. XVII wieku, po czym ślad po nich zanika.
Choć ich istnienie było krótkie, wśród nielicznych zachowanych relacji pojawia się opinia, że byli oni próbą stworzenia „kawalerii przyszłości” – połączenia siły uderzeniowej husarii z dyscypliną i ogniem zachodnich kirasjerów. Gdyby eksperyment Szczanieckiego przetrwał dłużej, być może historia polskiej jazdy potoczyłaby się inaczej.

Komentarze
Prześlij komentarz